W ostatni weekend, a więc w pierwszy weekend października nasz pierwszy zespół udał się do Lenartowic na starcie z niepokonanym liderem tabeli - Błyskawicą. Udaliśmy się tam w dosyć okrojonym składzie i jak się okazało - nieprzygotowani.
O co chodzi z tym nieprzygotowaniem? A no pierwszy raz w historii zapomnieliśmy strojów na mecz, a że wyjazd daleki (z Widawy ponad 35 minut w jedną stronę) to spotkanie wisiało na włosku. Prezes ze strojami jakimś cudem dojechał na 15:13, a mecz dzięki uprzejmości sędziów i gospodarzy rozpoczęliśmy kilka minut później.
Kadrowo niestety też zawiedliśmy, bo trener Michał Pondel miał do dyspozycji 16 zawodników, ale w tym dwie osoby funkcyjne, które zazwyczaj często na boisko nie wychodzą - asystenta trenera - Kamila Moczydłowskiego i kierownika drużyny - Macieja Adamczyka. Oprócz nich na ławce zasiedli Mikołaj Jasek, Beniamin Kostas i wracający po kontuzji - Piotr Miklas. Jeśli chodzi o wyjściową jedenastkę to było w niej kilka zmian w stosunku do spotkania z Kątami Wrocławskimi. Nieobecnego Kamila Kusza zastąpił Tomasz Słowiński. Za Tomasza Lamka pojawił się Kacper Basty, za Valerego Vasyliuka - Mateusz Paszkowski. Konrad Nowocień z kolei mimo kontuzji dłoni wszedł "w buty" Brajana Szendzielorza. Oprócz wyżej wymienionych nieobecnych na wyjeździe nie pojawili się jeszcze m.in Dmytro Krasovskyi, Damian Niedziałkowski, Mikołaj Opara, Aleksander Rożdestwiński i Andrij Vasylenko.
Trzeba było więc rzeźbić, ale mimo okoliczności nie zamierzaliśmy się łatwo poddawać. No i początek meczu to pokazywał. Jako pierwsi to my powinniśmy wyjść na prowadzenie już w 3 minucie. Szybka kontra z naszej strony, Jankowski znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale uderzył tuż obok słupka. W odpowiedzi...to Lenartowice wyszły na prowadzenie. Zrobiliśmy bez sensu rzut rożny, a oni to wykorzystali. Wrzutka na 11 metr, Glinka nie zbił piłki, Basty zgubił krycie, a Kochanowski został złapany na wykroku i przeciwnik nawet nie wyskakując zbytnio, uderzeniem głową w środek bramki otworzył wynik spotkania. 0:1. Mimo straconego gola nadal mieliśmy dosyć wysoko podniesione głowy i po chwili mogliśmy wyrównać stan rywalizacji. Kolejny szybki atak, kilka podań i w bardzo dobrej okazji znów znalazł się Jankowski, którego strzał w sytuacji sam na sam tym razem bramkarz kapitalnie obronił. W odpowiedzi "Lenary" były bliskie podwyższenia prowadzenia, ale na szczęście Kochanowski wygrał pojedynek z napastnikiem.
Obraz gry był prosty - gospodarze starali się kreować, ale głównie posyłali dalekie piłki zza plecy obrońców, większość akcji tworząc w środkowej strefie. Najgroźniejsi byli jednak na swoim lewym skrzydle, ale nie dlatego, że grał tam jaki Eden Hazard czy inny Lionel Messi, ale dlatego, że na tym boku kompletnie nie radził sobie Jagodziński, a długimi fragmentami i Paszkowski miał swoje problemy. Po właśnie takich problemach znów "wywalczyliśmy" dla przeciwnika rzut rożny i znów zostaliśmy za to skarceni. Tym razem wrzutka na dalszy słupek, rywal zgrywa piłkę na środek na 8 metr. Nie reaguje Kochanowski, nie reaguje Słowiński, nie wybija piłkę Basty i przeciwnik pakuje ją do naszej bramki. 0:2. Dramat, tragedia, duża skuteczność miejscowych. A my? Jak to my - błędy i nieskuteczność. W odpowiedzi znów dwukrotnie uderzał Jankowski i znów dwukrotnie dobrymi paradami popisał się golkiper Lenartowic. Trzeba jednak dodać, że te uderzenia niestety nie były jakoś bardzo precyzyjne. Swoich sił strzelając zza pola karnego próbowali także Zawada i Drynov, ale wszystko spoczywało na panewce.
Minuty mijały, gra się nieco uspokoiła i wydawało się, że kwestią czasu może być gol dla Widawy. Niestety te nasze decyzje nie były optymalne, a w 35 minucie Lenartowice zadały trzeci cios i znów nie obyło się bez naszej pomocy. W środku pola złe wybicie, brak asekuracji ze strony środkowych pomocników, spóźniony doskok, uderzenie pomocnika z 25 metrów, rykoszet i piłka wpada za kołnierz bezradnemu Kochanowskiemu! 0:3. Idzie się załamać. Przy trzybramkowej stracie już nieco się nasza gra posypała, ale o dziwo mieliśmy dobrą okazję na złapanie kontaktu. W jednej akcji lepiej powinien uderzyć Padiasek, a po chwili Jankowski także groźnie uderzał. Niestety bez efektów. My nic nie uczyniliśmy to lider tabeli nas za to skarcił i skarcił nas tym razem po kontrataku, który zainicjowany został...naszą stratą. Nie wiemy jak to się stało, że po rzucie z autu nasz zespół był tak ustawiony, że dał się tak łatwo skontrować. Fakty są jednak takie - Jagodziński zamiast bić piłkę na pole karne czy wycofać ją na przedpole, zawahał się i stracił futbolówkę. Lewa strona została odkryta i rywale posłali tam dalszą piłkę na swojego napastnika. Ten z łatwością wyprzedził Glinkę, który jak dobrze wiemy niestety nie jest demonem prędkości. Przebiegł z futbolówką ponad 50 metrów, przed polem karnym skręcił w prawo, wydawało się, że Padiasek go zatrzymał, ale Padiasek był bardzo uprzejmy i go tylko odprowadził do pola karnego. Tam Kochanowski odsłonił bliższy słupek, był po drodze mały rykoszecik i ów napastnik trafił na 4:0. Szkoda gadać - gol do szatni i arcytrudna sytuacja "Widawian".
W przerwie dokonana została jedna zmiana. Niewidocznego Nowocienia zastąpił Adamczyk. Na ławce, nie licząc Moczydłowskiego pozostawało trzech zawodników - wszyscy teoretycznie "ofensywni". My jednak nie zamierzaliśmy wykonywać nerwowych ruchów, bo paradoksalnie, mimo iż przegrywaliśmy różnicą czterech goli, to mieliśmy swoje sytuacje i przy odrobinie szczęścia i lepszego wykończenia wynik z pewnością mógł być dla nas bardziej korzystny. W drugiej połowie obie strony nie miały już tak czystych sytuacji jak w pierwszej, bo gra toczyła się głównie w środku pola. Przepraszamy - Lenary mogły na początku drugiej połowy trafić na 5:0, ale najpierw z bliska trafiły w słupek, a po chwili świetną paradę nogami uczynił Kochanowski. No i to byłoby na tyle tych bramkowych akcji. Jeśli chodzi o nas to te uderzenia były dramatyczne - Jankowski z wolnego "wprowadził" futbolówkę w "koszyczek" bramkarzowi. Drynov mógł strzelać, ale się "zakiwał", a Zawada uderzył obok bramki. Słowem nie działo się zbyt wiele, ale mecz był pod kontrolą miejscowych. Z czasem obaj szkoleniowcy dokonywali kolejnych zmian i miało to odbicie też na płynności boiskowych działań. W Widawie pojawili się Miklas za Jagodzińskiego, Jasek za Glinkę i potem Kostas za Jankowskiego, ale zanim ta ostatnia zmiana się wydarzyła to podarowaliśmy rywalom kolejnego gola i tutaj już bezpośrednio. Dalsze zagranie po ziemi w kierunku naszego pola karnego. Kochanowski wychodzi na 15 metr i wydaje się, że "narzutem" złapie futbolówkę. Tak się jednak nie dzieje. Nasz bramkarz nie trafia w piłkę, ta prześlizguje się do rywala, który umieszcza ją w pustej bramce...No coment.
W końcówce próbujemy zawalczyć o honorowe trafienia. Idziemy wyżej większą ilością zawodników, Słowiński opuszcza stanowisko stopera. Mamy stratę Jaska na 35 metrze od bramki rywala i ten rywal nas kontruje. Kontra ładna, piłka na prawą stronę, wrzutka na zamknięcie i strzał do pustej bramki - tutaj Kochanowski bez szans, ale gdzie byli nasi? 0:6 i nagle obudził się Zawada. Nasz pomocnik postanowił kilka razy wziąć piłkę, pokiwać i parę razy zakotłowało się pod bramką Lenartowic. Tu rzut rożny, tu strzał nad bramką i w końcu...mamy honorowe trafienie. Miklas do Zawady, a ten precyzyjnym strzałem sprzed pola karnego, przy dalszym słupku nie daje szans bramkarzowi, który w tej sytuacji nawet nie drgnął. 1:6. Po chwili mamy jeszcze sytuacje z udziałem Miklasa, ale tutaj kiper z problemami interweniuje.
Ostatecznie jednak 6:1 wygrywają Lenartowice i powiemy tak - patrząc na całokształt naszej gry, na ogrom błędów - jest to wygrana zasłużona. Gdybając, zakładając, że byśmy wykorzystali swoje sytuacje to jesteśmy przekonani, że rezultat byłby zgoła inny. Jak już mieliśmy przegrywać to śmiało mogłoby być to 4:6, bo tyle dobrych okazji mieliśmy w pierwszej połowie. Możemy snuć domysły - co byłoby gdyby to Widawa na początku wyszła na prowadzenie jako pierwsza lub przy 0:1 wyrównała stan rywalizacji? Ten mecz mógłby się inaczej potoczyć. Ale to zostaje tylko w sferze domysłów. W piłce nożnej liczą się fakty, a tutaj Lenartowice wygrywają i jest to wygrana tak jak pisaliśmy wyżej - zasłużona.
A co z Nami? No my mamy ogromny materiał do przemyśleń i wyciągania wniosków. Tak jak zagraliśmy w dwóch ostatnich kolejkach niewątpliwie grać nie możemy. Przed nami bardzo ciężki mecz z Mechanikiem Brzezina i tutaj trzeba szukać trzech punktów.
A-klasa:
Błyskawica Lenartowice - Tomtex Widawa Wrocław 6:1 (4:0)
Bramka: Zawada
Rozkład bramek:
1:0 - gol dla Lenartowic (5 minuta)
2:0 - gol dla Lenartowic (22 minuta)
3:0 - gol dla Lenartowic (36 minuta)
4:0 - gol dla Lenartowic (45 minuta)
5:0 - gol dla Lenartowic (70 minuta)
6:0 - gol dla Lenartowic (81 minuta)
6:1 - Zawada as. Miklas (85 minuta)
Skład: Sławomir Kochanowski (BR); Miłosz Jagodziński (70' Piotr Miklas), Mateusz Paszkowski, Rafał Padiasek, Kacper Basty, Konrad Nowocień (46' Maciej Adamczyk); Dominik Zawada, Sebastian Glinka (65' Mikołaj Jasek), Zakhar Drynov, Tomasz Słowiński; Jakub Jankowski (79' Beniamin Kostas)
